Wiktoria Sadowska 

"Tajemnicze miejsce"  

00 tajemnicze miejsce6

 

            Wszyscy przygotowywali się na wspólny spacer do tajemnej strefy. Wspólną miejscówkę nazwali ,,Cicha Przystań'', z racji tego, że nie przebywa tam zbyt dużo osób ze względu na jej zagadkową historię. Ten zakamarek charakteryzuje się niewielkim jeziorem, wokół którego znajduje się las. Przesiadują tam zwykle, gdy pojawia się zachód słońca. 

- Możecie wziąć to słońce ode mnie? Jak zawsze musiał mnie uderzyć jego promień, odbijający się od wody w oko! - powiedział ze zirytowaniem Elias.

- Nie przesadzaj. - odparł Dimitry.

- Tylko, że ciebie słońce nie uderzyło w oko po raz setny i nie możesz oślepnąć. - podkreślił Elias.

- Dobra, no i co z tego? - pyta znudzony.

- To, że możesz mieć przyjaciela który... - przerwała Eliasowi Larissa.

- Słuchajcie, nie jesteśmy tutaj po to, aby się kłócić, tylko żeby wspólnie spędzić miło czas. - powiedziała zdecydowanie Larissa.

- Masz rację... - odparli razem Elias i Dimitry.

Podbiegająca do grupy Muriel, nagle przemówiła.

- Ze względu, że się ściemnia, to co myślicie o zrobieniu ogniska, skoro jesteśmy już blisko ,,Cichej Przystani''? 

- Taaaaak, to świetny pomysł! - odpowiedziała reszta grupy.

Pod koniec dnia wszyscy spędzili miło wieczór. Atmosfera była wręcz wyjątkowa, szczególnie gdy Dimitry wziął ze sobą gitarę, a Larissa z Muriel zaczęły śpiewać. Wszyscy się świetnie bawili, ale Felix dzisiejszego dnia był jakiś inny... Praktycznie nie odzywał się i nie siedział koło grupy. Był cały czas tylko w jednym miejscu... Miejscu oddalonym od towarzystwa. Wyłącznie ich obserwował i od czasu do czasu był zainspirowany świetlikami.

Następnego dnia, gdy wszyscy byli w drodze do ,,Cichej Przystani'' zachód słońca był inny niż zwykle. Wyróżniał się kolor jasny indygo z truskawkowym. To było dla naszego społeczeństwa coś nowego. Nikt nigdy wcześniej nie widział czegoś tak fantastycznego.

- Ej, Larissa! Widzisz to? - krzyczy Elias.

- Czyżby to świetliki? Te same co wczoraj? - pyta Larissa.

- Myślę, że one są inne. - mówi Dimitry.

- Masz rację, one mają bardziej intensywne kolory niż wcześniej. - powiedziała Muriel.

- Ich jest coraz więcej... - rzekła Larissa.

- Może pójdźmy za nimi? - zapytał Elias.

- To dobry pomysł. - oznajmił Dimitry.

Cała drużyna była zaciekawiona zjawiskiem, które ich spotkało. Najpierw fenomenalny zachód słońca a teraz świetliki natomiast nikt nie zwrócił uwagi na mandarynkowe plamy koło kwiatów bergenii. 

- Czy mi się wydaję, czy to Felix? - powiedziała z niedowierzaniem Larissa.

- Felix! Co ty tu robisz? - zapytał Dimitry.

- Od kilku dni zastanawiałem się, co oznaczają świetliki każdego razu po zachodzie słońca. Szczególnie te o bardziej intensywnym kolorze i w większych skupiskach.- powiedział Felix.

- My zauważyliśmy je dzisiaj, jako iż było ich więcej niż zwykle, ale dlaczego wczoraj byłeś osobliwie inny. - rzekł Elias.

- Może dlatego, że wczoraj odkryłem, co one chcą nam pokazać. - stwierdził Felix.

- Czyli chcesz nam powiedzieć, że wiesz, jaka jest ich tajemnica? - pyta Larissa.

- Tak... w pewnym sensie tak... - powiedział z zakłopotaniem Felix.

- Zatem ujawnisz nam ich zagadkowość? - zapytała Larissa.

- Jeśli obiecacie, że pozostanie to między nami, to nie widzę problemu. - oznajmił Felix.

- Obiecuję. - mówi Larissa

- Ja też obiecuję. - odpowiada Elias.

- Również nie widzę problemu. - powiedział Dimitry.

- A ty, Muriel? - spytał Felix.

- Jasne... - zwróciła się Muriel.

Grupa udała się do tajemniczego miejsca. Każdy miał dziwne uczucie, jakby jakiś kawałek magicznej nuty przechodził przez ich ciało. Felixowi to uczucie towarzyszyło już od kilku dni, ale nie chciał tego nikomu mówić. Uważał, że to powinno zostać między nim, a tajemniczą energią. Tylko Felix wiedział, co będzie się kryło po drugiej stronie. Cała wprawa miała ich doprowadzić do czegoś, czego nigdy nie przeżyli na swojej skórze.

- Felix? - pyta się Muriel.

- Tak? - odpowiedział Felix.

- Widzisz te plamy? - rzekła Muriel.

- Widziałem je już wcześniej, ale myślałem, że to są ślady po jakiś zwierzętach. - powiedział Felix.

- Ich jest więcej w stronę jeziora. Musimy się cofnąć. - oznajmiła Muriel.

Wszyscy wyruszyli w stronę jeziora. Elias był lekko wystraszony, ponieważ boi się ciemności, ale Dimitry z Larissą go wspierali. Po kilku dłuższych chwilach grupa udała się w miejsce docelowe. Większość paczki zastanawiała się, po co tutaj przyszliśmy, skoro nic w tym miejscu nie było, natomiast jedna osoba z gromadki była spostrzegawcza i zauważyła coś, czego inni nie zauważyli.

- Te plamy wędrują pod wodę, a większość świetlików o intensywnym kolorze jest nad jeziorem. - mówi Muriel.

- Masz rację. Tylko czy chcesz nam powiedzieć, że musimy wejść pod wodę, aby dotrzeć do tajemniczego miejsca? - pyta się Felix.

- Na to wygląda... - odpowiada Muriel.

- Zaraz zaraz! Nie pamiętacie, że wzięliśmy stroje kąpielowe? - rzekła Larissa.

- Czyli zapowiada się że będziemy dziś nurkować? - zapytał się Elias.

- Tak ale na szczęście świetliki oświetlają nam drogę. - oznajmił Felix.

Przebierając się w stroje kąpielowe za drzewami drużyna cały czas rozmyślała co może się kryć pod wodą. Te wszystkie rzeczy które ich spotkały były dla nich na co dzień niespotykane. Grupa miała opinię pilnych i spokojnych uczniów natomiast w rzeczywistości kryły ich niesamowite i pełne wrażeń przygody. 

- Okej ja już jestem gotowa. - powiedziała Muriel.

- Ja też. - oznajmił Felix.

- Już do was idę! - krzyknął Dimitry.

- Ja tutaj stoję cały czas. - rzekła Larissa.

- A ty, Elias? - zapytał Felix.

- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. - odpowiedział Elias.

- Chodź z nami! Przecież nie chcesz tutaj sam zostać? - powiedział Felix.

- No dobrze. Już pójdę z wami. - zwrócił się Elias.

Powoli podążając za świetlikami grupa zaczęła wchodzić do wody. Fakt woda nie należała do najcieplejszych ale wszyscy dali radę. Niektórzy mieli obawy dotyczące że już nie wrócą na ląd. Nikt się raczej nie bał o to że nie umie pływać ponieważ wszyscy od dziecka zaczęli wspólnie pływać. Nurkując, Muriel zauważyła mandarynkowe plamy i wraz z całą grupą zaczęła za nimi podążać. Wkrótce dopłynęli do otworu w okół którego były jakieś świecące małe rybki. Felix jako pierwszy wszedł do jamy i po chwili zawołał resztę. Okazało się że jest tam tlen dzięki czemu mogą oddychać oraz jakieś niespotykane dla nich rośliny. Większość z nich świeciła się ale niektóre z nich były dość duże oraz o bardzo jaskrawo-pastelowych kolorach. Rzeka która przepływała mieniła w sobie kolory jaskrawy niebieski z lawendowym. Drzewa spuszczały z siebie piękne liany a zwierzęta które od czasu do czasu przebiegały były inne niż w rzeczywistym życiu. Wszystko było dla nich nowe.

- Gdzie my jesteśmy? - pyta się Dimitry.

- Tam gdzie jeszcze nikogo nie było... - mówi Muriel.

- Chciałbym poznać te miejsce bardziej ale boje się że może nam się stać niebezpieczeństwo. - powiedział Felix.

- Masz rację Felix. Może powinniśmy się wrócić i przyjść tutaj kolejnego dnia? - rzekła Larissa.

- Myślę że skoro tutaj jesteśmy to powinniśmy chociaż się rozejrzeć. - oznajmił Felix.

- W porządku ale się nie zgubmy. - powiedział niespokojnym głosem Elias.

Wszyscy zaczęli się rozglądać po miejscu które odkryliśmy. Każdy podziwiał rośliny i zwierzęta które napotkaliśmy. Wszystko wydawało się w porządku ale cała grupa czuła jakby ktoś ich obserwował. 

- Ej, czuję się jakbyśmy nie byli tutaj sami. - mówi Dimitry.

- Pamiętaj że z nami są jeszcze zwierzęta. - oznajmił Elias.

- Ale nie, to coś innego... - powiedział Dimitry.

Omijając jego słowa drużyna ruszyła dalej ale Dimitry cały czas czuł że coś za nimi podąża. Po jakimś czasie zwiedzania tej krainy Dimitry zauważył jakąś postać ale nie był pewny czy to człowiek i w takim razie pomyślał sobie że to pewnie jakieś zwierzę i nie ma się czym martwić natomiast później znów się pojawiła istota o podobnych rozmiarach do wcześniejszej. Chłopiec nie chciał straszyć grupy więc zachował to dla siebie. Kilka chwil później postać zaczęła pojawiać się coraz częściej ale tym razem zauważył że rozmiarami jest podobna do lwa oraz ma różne świecące wzory na swoim ciele.

- Stójcie. - stwierdził Dimitry.

Nagle rozległ się dziwny głośny dźwięk.

- Może powinniśmy już stąd iść? Robi się niebezpiecznie. - mówi Larissa.

- A pamiętasz jak stąd wyjść? - spytał się Felix.

- Chyba się zgubiliśmy... - powiedziała Muriel.

- Nawet jeśli to nie możemy się stąd cofnąć. Przez ten cały czas jak szliśmy obserwowałem co się dzieje wokół nas i... - zatrzymał się Dimitry.

- I? - zapytał się Felix.

- Coś podobnego rozmiarami do lwa oraz... - przerwał Dimitry.

- Czy chodzi ci o to, co tam stoi?... - oznajmiła niespokojnie Muriel.

- Tak, to jest to. - powiedział Dimitry.

- Może powinniśmy uciekać? - rzekł Elias.

- Nie, zaczekajcie. - stwierdził Dimitry.

- Ale to zwierze może nas zabić. - mówi Elias.

- To zwierzę nie jest groźne. Przynajmniej tak myślę. - powiedział Dimitry.

Stworzenie zaczęło zbliżać się do drużyny a szczególnie do Dimitry. Wszyscy byli zaniepokojeni ponieważ nie wiedzieli co zwierzę może zrobić.

- Hej mały. Jak się masz? - spytał się Dimitry.

- Sądzę że to nie jest małe zwierzę. - stwierdził Elias.

Zwierzę sapnęło co oznaczyło że wszystko jest w porządku ale po chwili gwałtownie otworzyło oczy. Większość osób odskoczyła z przerażenia ale Dimitry położył stworzeniu rękę na łbie. Zwierzę zdecydowanie chciało coś pokazać chłopcu ale nie wiedziało jak to zaprezentować więc zaczęło iść w stronę z której przyszło a następnie wydało z siebie głośny dźwięk. Dimitry wiedział że stworzenie chciało aby za nim pójść więc chłopiec zaczął iść za zwierzęciem. Reszta grupy była niezdecydowana i nie wiedziała czy powinna iść za Dimitry. Po krótkich namysłach wszyscy zdecydowali że nie powinni się rozdzielać więc poszli za chłopcem.

- Dimitry! - powiedziała załoga.

- Co? - spytał się Dimitry.

- Zaczekaj na nas! - krzyknęła reszta.

Dimitry zaczekał na resztę grupy i wszyscy zaczęli iść za zwierzęciem. Po kilku godzinach chodzenia wszyscy byli zmęczeni i nie mieli już siły gdziekolwiek iść. Nagle stworzenie zatrzymało się i ukłoniło. Sprzed miejsca z którego się ukłoniło zwierzę zaczęła wychodzić jakaś postać przypominająca kształtami człowieka natomiast również miała świecące wzory na swoim ciele.

- Hej. Kim jesteś? - zapytał się Dimitry.

Istota się nie odezwała, ale spojrzała się na chłopca. Wyglądała na równie wystraszoną, jak reszta grupy. 

- Chciałabyś nam coś powiedzieć? - mówi spokojnym głosem Dimitry.

- Mam na imię Renee. - powiedziała dziewczynka.

- Hej Renee. Dlaczego tutaj jesteś? - spytał się Dimitry.

Dziewczynka spojrzała się na Dimitry. Ponieważ Renee dopiero ich poznała, nie wiedziała, czy może im ufać. Nie wiedziała kim tak naprawdę są, czy czasem nie chcą jej zrobić krzywdy, dlatego dziewczynka postanowiła zachować tę informację dla siebie. Po jakimś czasie chłopiec znów zadał pytanie.

- Co to za miejsce? - rzekł Dimitry.

Renee znów nie odpowiedziała. Nie czuła, że są godni, aby poznać, co tu się tak naprawdę kryje. 

Dobrze, jeśli nie chcesz nam powiedzieć, to rozumiem. Nie zmusimy cię. Poczekamy na twój krok. Nie musisz się nas bać, nie zrobimy ci krzywdy. - stwierdził Dimitry.

Dziewczynka spojrzała na Dimitry i zaczęła iść. Chłopiec wiedział, że musi za nią podążać, więc Dimitry zawołał resztę grupy i zaczęli kierować się w stronę Renee. Po jakimś czasie dotarli do jakiejś zarośniętej wioski, wokół której było pełno kolorowych kwiatów i ptaków.

- Gdzie my jesteśmy? - zapytał się Dimitry.

- W miejscu, w którym się wychowywałam przez lata. - rzekła Renne.

- Czyli urodziłaś się tutaj? - powiedział Dimitry.

- Nie, urodziłam się w tym miejscu co wy. - stwierdziła Renee.

- W takim razie jak wiesz, skąd przybiliśmy. - spytał się Felix.

- Timothy was cały czas obserwował. - mówi Renee.

- Wiedziałem, że coś za nami podąża, a wy mi nie wierzyliście. - powiedział z oburzeniem Dimitry.

- W porządku, ale dlaczego? - zapytał Felix.

- Kilka lat temu pewien człowiek mnie tutaj uwięził. Przez ten cały czas przez to miejsce nabierałam różnych nadzwyczajnych mocy, dlatego na moim ciele są wzory. Świecą się, kiedy ich używam. Przez pierwsze kilka tygodni, kiedy tutaj przybyłam, musiałam sobie radzić sama, ale z czasem pojawił się Timothy. Nauczył mnie jak tutaj żyć i oprowadził mnie po tej krainie. Potrafimy się porozumiewać siłą umysłu na długą odległość, więc Timothy poinformował mnie, kiedy ktoś wchodził do tej strefy, a wy akurat jesteście pierwszymi osobami, które tu weszły od czasu kiedy ja tu jestem. - powiedziała Renee.

- Czujemy zaszczyt, będąc tutaj teraz z tobą. - rzekł Dimitry.

- To nic nadzwyczajnego. - stwierdziła Renee.

- Wychowałaś się sama przez kilka lat w jakiejś dżungli wraz z Timothym. Jakim cudem znasz jeszcze nasz język? - zapytał się Felix.

- Zawsze miałam nadzieję, że ktoś odnajdzie to miejsce i mi pomoże, więc robiłam sobie notatki z moich przeżyć w tym miejscu. - mówi Renee.

- Możesz coś nam z tych notatek pokazać? - rzekł Felix.

- Jasne, ale musimy jeszcze kawałek przejść. - powiedziała Renee.

Ponowie idąc przez krainę pełnej nadzwyczajnych mocy Dimitry i Renee zaczęli ze sobą rozmawiać. Cała grupa zastanawiała się, co się tak właściwie dzieje. Poznali dziewczynę, która może im zrobić krzywdę i sprawić, że już nigdy stąd nie wyjdą. Elias coś przeczuwał, że to się nie skończy dobrze, ale nic nie jest wiadomo. Larissa mówiła Eliasowi, że lepiej się nie martwić na zapas. Po kilku kilometrach w końcu grupa dotarła na miejsce i ku swojemu zdziwieniu zobaczyli całkiem dobrze zbudowany domek. Był pokryty różnymi rodzajami kwiatów, lian, liści i pnącz.

- Ten domek jest naprawdę ładny. Sama go zrobiłaś? - zapytał Dimitry.

- Zrobiłam go z pomocą Timothy. - odpowiedziała Renee.

- W porządku. Czy chciałabyś nam pokazać swoje notatki? - rzekł Felix,

- Tak, tutaj jest jedna z nich. - pokazała Renee.

Dzień 285.

Cały czas walczę o przetrwanie i Timothy mi w tym pomaga. Oprócz tego, że uciekałam dziś przed smokiem Phil, który nie jest dość dobrym przyjacielem i myślę, że wkrótce wróci, to jest całkiem w porządku. Jeśli chodzi o jedzenie, to wczoraj upolowałam cyjona i myślę, że starczy mi do dziś popołudnia.

- Tutaj żyją smoki? - spytała się Larissa.

- Tak, żyje tutaj wiele zwierząt, o których nie macie jeszcze pojęcia. - powiedziała Renee.

- Jeszcze? - zapytał Elias.

- Tak, jeśli chcecie, mogę was oprowadzić po tym jakże wyjątkowym miejscu. - rzekła Renee.

- Nie widzimy nic przeciwko. - stwierdziła grupa.

Jako iż zbliżał się już wieczór, to Renee postanowiła oprowadzić grupę tylko wokół domu. Pokazała im swój ogródek, w którym kryły się taro, asymina, papaja i lablab oraz wiele innych roślin. Później usiedli koło domku i zaczęli rozmawiać o krainie. Kiedy zrobiło się ciemno, Renee zaprowadziła wszystkich do miejsca, w którym mieszka i oprowadziła wszystkich i pokazała, gdzie się co znajduje.

Następnego dnia wszyscy usiedli do stołu na śniadanie. Wszystko było gotowe, tylko czegoś brakowało. W międzyczasie drużyna omawiała, co się działo wczoraj i jaki jest dalszy plan działania. Po krótkim czasie Dimitry zauważył, że nie ma Renee i zawiadomił resztę grupy. Wszyscy postanowili zacząć poszukiwania Renee.

- Okej, musimy się zorganizować. - stwierdził Dimitry.

- Masz rację, ale chcesz jej szukać w tej dżungli? Możemy się zgubić i już w ogóle nie wrócimy do domu. - powiedział Elias.

- A mamy inne wyjście? - zapytał się Dimitry.

- Może poczekajmy aż... - przerwała Eliasowi Renee.

- Słuchajcie, mam złe wieści. - powiedziała stanowczo Renee

- Renee, wiesz jak bardzo się o ciebie martwiliśmy? - spytał się Dimitry.

- Dziękuję za troskliwość, ale muszę wam coś powiedzieć. - stwierdziła Renee.

- O czym? - mówi Felix.

- Phil wrócił. - rzekła Renee.

- Musimy uciekać, prawda? - pyta Muriel.

- Tak, odprowadzę was do wyjścia. - powiedziała Renee.

- Znasz wyjście? Dlaczego nam o tym wcześniej nie powiedziałaś? - zapytał się Elias.

- Mogliście się domyślić, po tym, jak wam powiedziałam, że jestem tutaj kilka lat. - stwierdziła Renee.

- Dobrze, ale dlaczego w takim razie nie mogłaś sama wrócić do prawdziwego życia? - rzekł Elias.

- Nie umiem pływać oraz nie potrafiłabym otworzyć portalu, który przeniósłby nas na drugą stronę. - powiedziała Renee.

- Czyli razem damy radę? - zapytał Elias.

- Razem powinniśmy dać radę. - stwierdziła Renee.

Timothy wydał z siebie głośny dźwięk, po czym odpowiedziało na nie inne zwierzę. Podopieczny Renee przekazał jej, że Phil już jest blisko i powinni już uciekać. W drodze do przejścia smok przeleciał nad nimi, zakrążył i zaczął za nimi podążać.

- Ja, ja już nie dam rady... - sapnął Dimitry.

- Dasz radę. Przejście jest już niedaleko. - powiedziała Renee.

Po kilku minutach widząc już przejście, Renee krzyknęła.

- Tutaj! Chodźcie tutaj! Musicie mi pomóc. - rzekła Renee.

- W jaki sposób? - powiedział Dimitry.

- Zróbcie to samo, co ja. - stwierdziła Renee.

Każdy powtarzał dziwne słowa po dziewczynce. Wtedy Renee użyła swojej mocy i portal nagle się otworzył i wszyscy zaczęli wchodzić, ale Renee została. Phil był coraz bliżej.

- Renee podaj rękę! - krzyknął Dimitry.

- Ja nie mogę, przepraszam. - powiedziała Renee.

Dimitry ostatkami sił wciągnął Renee, ale sam wpadł do krainy, z której dopiero się wydostał. Przejście zamknęło się, a reszta była zdruzgotana. Ostatnie co widziała grupa to, to że Phil był już przy portalu. Nikt nie wiedział, co ma zrobić...

- Renee?... - zapytała Muriel.

- Tak? - odpowiedziała Renee

- Nie martw się, będzie dobrze, wszystko się ułoży. - pocieszała ją Muriel.

- Chłopak, który mnie uratował z tej pandory, sam do niej trafił. - stwierdziła Renee.

- Myślę, że on nie żyje... - powiedział Elias.

- On nie może nie żyć. - rzekła Muriel.

- To członek naszej ekipy. - stwierdził Felix.

- Słuchajcie, połączyłam się z Timothym i on jest ranny, ale powiedział mi, że spróbuje dowiedzieć się co z Dimitry. Możliwe, że on żyje. - powiedziała Renee.

Wszyscy byli zmęczeni i zmartwieni. Przygodę którą przeżyli, przyprawiały o ciarki, ale każdy wiedział, że to nie koniec. Wiedzieli, że muszą odnaleźć Dimitry, ale muszą się bardziej przygotować. Przez następne kilka dni wszyscy omawiali przygody w krainie oraz lepiej poznawali Renee, ale w międzyczasie dziewczynka przygotowywała bardzo rozsądny plan, który wkrótce zrealizuje...