Patrycja Karwowska 

"Kot Kicia" 

00 kot3

 

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Pod koniec czerwca,  pięć lat temu mama przyniosła do domu małego kotka. Ten kotek był tak malutki,  że jeszcze nie umiał ani pić ani jeść. Żeby nie zginął z głodu karmiliśmy go z bratem mlekiem z pipety. Kotek po trzech dniach nabrał sił i już umiał wdrapywać się po zwisającym kocu na tapczan. Ale wtedy była zabawa! A ile śmiechu... Z biegiem czasu kot stał się wesołym,  skaczącym,  miłym kotkiem. Nazwaliśmy go Kicia. Wszystkich potrafił rozśmieszyć i dzieci, i mamę a mama była już wtedy bardzo chora.

Mieszkaliśmy u dziadków, którzy mieli 10 letniego pieska Sarę. Nasz kotek umiał już jeść,  pić ale to Sara zajmowała się nim na co dzień. Z wielką troską i czułością opiekowała się maleństwem. Jak własna matka dawała mu ciepło, troszczyła się gdy płakał. Zwierzęta porozumiewały się w jakimś swoim magicznym języku. Miło było na to patrzeć.

Gdy nasz Mały miał dwa lata, Sara nagle zniknęła,  odeszła. Szybko, cicho i niespodziewanie. Bez sensu. Nikt nie wiedział gdzie. Kotek wszędzie jej szukał i bardzo tęsknił za nią.

Niedługo potem,  odeszła tez nasza mama. Na zawsze. Nasz świat się rozpadł. Nic nie było już takie samo jak dawniej.

Tak świat ludzi i świat zwierząt połączyło to samo nieszczęście.