Agnieszka Chruściel 

"Kontrola"  

00 Kontrola

 

Pusty apartament. Cisza. Nie słychać nawet muchy. Ona nie pozwoliłaby nikomu zakłócać spokoju w swojej cichej ostoi. Kochała kontrolę. I ktoś jej ją odebrał. A ona tego nie wybacza. Od dwóch miesięcy ściga mordercę swojego ojca. On brutalnie przebił jej bańkę. Bańkę, w której czuła się bezpiecznie. Teraz ona ma zamiar przebić jego bańkę. Przynajmniej próbuje. Na razie bezskutecznie. Jest nieuchwytny. Siedząc przy kieliszku czerwonego wina, przejeżdżając w równym tempie wokół krawędzi cienkiego szkła myśli o tym co się stało. Myśli nieprzerwanie od czasu tego tragicznego zdarzenia. I nie może znaleźć żadnego powodu, dla którego jej ojciec stracił życie. Zaczęła boleć ją głowa. Wstając od czystego marmurowego blatu strąciła naczynie i szkarłatna ciecz rozlała się po podłodze. Westchnęła ciężko. Nie miała siły tego sprzątać. Nie w tej chwili, gdy była roztrzaskana na drobne fragmenty jak to co zostało z kieliszka. Powolnymi krokami udała się do łóżka. Zasnęła szybko.

Obudziła się wcześnie. Nagle usiadła, głośno i nierównomiernie oddychając. Znowu koszmar. Od dawna nie miała spokojnej nocy. Szybko zerwała się z łóżka, wzięła gorący prysznic i ubrała się. Potem było słychać już tylko głuchy trzask drzwiami i w mieszkaniu zapadła kompletna cisza. Spacerując po szarych ulicach jej rodzinnego miasta, rozmyślała. Właśnie szła na spotkanie z osobą, która mogła wiedzieć coś o śmierci jej ojca. Nie wiedziała czego może się spodziewać. Wiedziała tylko, że gdy już tam trafi będzie musiała uważać na każde swoje słowo. To są groźni ludzie. Nie mogła pozwolić sobie na choćby drobny błąd. Mogło ją to kosztować życie. Dotarła na miejsce. Prześlizgnęła się szybko tylnymi drzwiami, sprawdzając czy nikt jej nie zauważył. Chyba nie. Ciężko odetchnęła. Gdy szła przez długi korytarz słyszała tylko odgłos własnych butów. Zapukała do drzwi i od razu weszła nie czekając na reakcje osoby znajdującej się po drugiej stronie. Usiadła na krześle i położyła plik banknotów na brudnym blacie.

Po piętnastu minutach znowu mogła oddychać czystym powietrzem. Wystawiła twarz do ciepłego słońca jak kotka wygrzewając się w ciepłych promieniach. W końcu się uśmiechnęła. Po tak długim czasie sprawa, która nie dawała jej spokoju ruszyła do przodu. Nie była pewna czy nie tańczy na własnym grobie. Była świadoma, że mężczyzna, który był odpowiedzialny za tragiczny koniec jej ojca jest niebezpieczny, ale mimo to cieszyła się. Może nie była szczęśliwa, ale to był już duży krok w stronę spokoju. Teraz wie co ma robić.

Kilka miesięcy później, gdy świat już zapomniał o jej istnieniu, była gotowa na spotkanie z człowiekiem, którego nienawidziła z całego serca. Trenowała dnie i noce. Nie przeszkadzało jej to. I tak nie mogła spać, a gdy już zasypiała budziła się z lśniącym od potu czołem i przyspieszonym biciem serca. Była zmęczona, lecz myśl o zemście dodawała jej energii. Dni minęły jej szybko. Prawie nie zwróciła uwagi, że zżółkłe liście opadały już z drzew. Był chłodny październik. Wiedziała, gdzie przebywa jej cel. Spakowała się. Chciała zabrać ze sobą wszystko co było dla niej cenne. Mieszkanie było już sprzedane. Wiedziała, że zabójstwo niesie za sobą konsekwencje, a mimo to nie wahała się. Wiedziała, że nie będzie miała po co tu wracać. Wzięła pistolet do ręki. Czuła ciężar zimnej stali w swojej ręce. Przełknęła z trudem, mając wrażenie, że dźwięk ten odbija się echem od wszystkich ścian pomieszczenia. Zostawiła torby na pustym i idealnie czystym łóżku po czym wyszła. Wiedziała, że im szybciej uda się na miejsce, tym krócej będzie musiała o tym myśleć. Powoli zmierzała w kierunku osoby, przez którą jej życie legło w gruzach. A teraz dzięki tej osobie i temu co zamierza jej zrobić postawi nowe fundamenty. Dotarła. Przestała myśleć. To tylko by jej przeszkodziło. Ona nie mogła pozwolić sobie na błąd. Weszła do obskurnego miejsca, które służyło kiedyś jako magazyn. Z każdym oddechem wciągała do płuc zatęchłe powietrze. Szła cicho. Dopiero, gdy była na tyle blisko mężczyzny, w którym miała za chwilę znaleźć kula kończąca jego żywot przestała się zakradać. Chciała, żeby ją widział. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby strzeliła mu w plecy. Chciałaby ostatnią osobą, którą zobaczy w swoim marnym istnieniu była ona. Usłyszał ją. Zaczął się odwracać. Wtedy ona wycelowała, gotowa do ataku. Spojrzał na nią. Najpierw obojętnym wzrokiem. Potem zauważyła przerażenie. Domyślił się kim była. Nie próbował uciekać. Był pewien, że nie miał szans. I wtedy rozległ się strzał.

Dwie godziny później leciała już samolotem. Beznamiętnie patrzyła na nieskazitelnie białe chmury za oknem. Myślała, że po tym co zrobiła będzie jej lżej.

Dlaczego więc czuła, że jej serce jest ciężkie niczym kamień?